piątek, 4 listopada 2016

To pewnie bzdura. To znaczy... No przecież masz nos.


Harry Potter i przeklęte dziecko to gratka dla Pottermaniaków. Kolejna część świetnych doznań w magicznym świecie czarodziejów i ponowny powrót do Hogwartu, a wraz z tym - czasów dzieciństwa większości z nas. Jednak czy warto wiedzieć, co było dalej? Czy J.K. Rowling nie powinna już sobie odpuścić i wymyślić jakiejś nowej serii powieści fantasty, która porwie w papierowe ramiona młodzież i zamknie ją w nich na długo? Jednak zanim zawyrokuję, przedstawię Wam książkę w kilku słowach. Zapraszam na recenzję ósmej historii ze Świata Czarodziejów, ale dziewiętnaście lat później!

Harry Potter jest statecznym mężem i ojcem, jakiego mogliśmy zobaczyć w epilogu Insygni śmierci. Nigdy nie miał łatwego życia: w końcu cały swój okres szkolny przeznaczył na walkę z czarną magią. Obecnie pracuje w Ministerstwie Magii, jako... Nie, nie auror! Harry jest szefem departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów! 

Jednak dramat nie skupia się na postaci słynnego Harry'ego Pottera, a na jego synu- Albusie Severusie Potterze. Poznajemy chłopca, kiedy rozpoczyna swoją naukę w Hogwarcie. Od samego początku wszystko idzie nie tak, jak powinno: trafia on do Slytherinu, zaprzyjaźnia się z Scorpiusem Malfoy'em, staje się opryskliwy... Ponad to wpada w konflikt z ojcem, a duchy z przeszłości zaczynają nawiedzać nie tylko Harry'ego, ale wplątuje się w nie też i Albus. Nadchodzą ponownie mroczne czasy. Nikt nie wie, co się dzieje, jednak jedno jest pewne: nie wszystko wydaje nam się takim, jakim jest naprawdę.

Harry Potter i przeklęte dziecko nie jest książką, w której się zakochałam. Jakoś tak... Dziwnie mi było czytać coś, co zupełnie inaczej sobie wyobrażałam. W mojej głowie rozkwitła po przeczytaniu Insygnii śmierci wizja tego, że Albus trafi na pewno do Gryffindoru, będzie wiódł spokojne życie, znajdzie wspaniałych przyjaciół, jak jego ojciec i potem ożeni się ze swoją najlepszą przyjaciółką, z którą będzie miał małe "Potterzątka". Tymczasem czułam się wplątana w świat wszelkich sprzeczności i niczym niepopartych zwrotów akcji. To było po prostu chore i dziwne. Mam ochotę zaspoilerować tutaj wszystko, co mi się nie spodobało, ale wiem, że osoby, które chcą to przeczytać, znajdą mnie i zadźgają zakładkami, więc sobie odpuszczę. 

Uważam, że nie należy zwalać całej winy na Rowling, bo ona jest jedynie współtwórcą tego dramatu. Jednak to ona sprawiła, że nazwisko Potter do tej pory nie znika z ust dzieci, a także dorosłych. Rozumiem, że Przeklęte dziecko jest sztuką, jednak... Wydawało mi się, że będzie tam pełno magii. To złudzenie zostało rozwiane przez gorzki smak rozczarowania. W poprzednich powieściach chłonęłam całym sercem fabułę, zżyłam się z bohaterami. Nawet nie przypuszczałam, że kiedy dorosną, to staną się zwykłymi czarodziejami, bez choćby odrobimy ikry, za to z całą masą przyziemnych i nudnych problemów. Dodatkowo miałam wrażenie, że na nowo stworzono osobowości Hermiony, Rona i Harry'ego. Również ich relacje między sobą były godne pożałowania. Dialogi zupełnie bez polotu i nijak pasujące do nich. Czułam się tak, jakbym miała styczność z kimś, na kogo rzucono zaklęcie Confundus. Za to Albus... Dziecko, które pożegnałam w siódmej części było słodkie, urocze i kochane. Takie, że aż chce się je tulić i zapewniać, że wszystko będzie dobrze. To, które zastałam w Przeklętym dziecku jest jego zupełnym przeciwieństwem. Nie wspominam już nawet o wątkach, które w żadnym stopniu nie mogą się zgadzać z przeszłością. Według mnie to jest istna paranoja.

Książkę przeczytałam bardzo szybko, bowiem w dwa dni. Zastanawiałam się, czy w ogóle chcę ją skończyć, jednak moja przyjaciółka tak namawiała i przekonywała, aż w końcu uległam. Po skończeniu historii i happy endzie stwierdzam, że cała otoczka magii i czarodziejstwa zniknęła. Nie mam zamiaru przeczytać Przeklętego dziecka ponownie i chcę zapomnieć o tym, czego się z niego dowiedziałam, bo to jest takie... Ughh, no po prostu mózg paruje, jakie to chore! Wiem, że kiedy będę wracać do innych powieści o Chłopcu z blizną, to będę przypominać sobie wszystko to, co wydarzy się w dalekiej przyszłości i zacznę się denerwować. Denerwować tym, że tak zepsuli moje późne dzieciństwo (przeczytałam HP w tym roku). Czy jest coś pozytywnego, coś, co mnie rozbawiło? Dialogi podczas "potyczki" Harry'ego i Dracona oraz odrobinę Ron.

Nie chcę wywołać burzy hejtów na mnie, więc wybór, czy przeczytać Przeklęte dziecko, czy nie, pozostawiam Wam, Kochani. Jednak jeśli nie chcecie, aby Wasz mózg parował - nawet nie marnujcie czasu na oglądanie okładki (okładka swoją drogą może być jednym z plusów; jej wnętrze jest śliczne). Pozdrawiam Was ciepło i oznajmiam wszem i wobec, że powinnam tu pojawiać się już dość często! 
(Chyba, że nauczyciele się zmówią i będę miała natłok obowiązków!)
P.S.
Usunęłam wcześniejszy adres meilowy, przez co przepadło mi stare konto na lubimyczytac.pl. Nie martwcie się, założyłam nowe! 

środa, 12 października 2016

Dobry wieczór, moi Kochani!
Pierwszy post od niewiadomo jak długiego czasu oto się pojawił! I oto pojawiła się ta wiecznie rozkojarzona Książkoholiczka! (Nie musicie klaskać)
Pewnie myślicie, że przychodzę z recenzją... No cóż, po części macie rację, jednak nie tym razem. Jak zdążyliście się zorientować, zrobiłam sobie przerwę i może ona jeszcze trochę potrwać ze względu na szkołę, różnego rodzaju próby i moje ambicje na konkursy literackie/recytatorskie. Ale wrócę, przysięgam! W tym miesiącu, jeszcze przed targami w Krakowie, powinien pojawić się nowy wpis.
Pozdrawiam Was ciepło w te pochmurne dni! :)
Julia

wtorek, 23 sierpnia 2016

Kim jesteś, Dziewczyno z Pomarańczami?

Często zdarza się tak, że te najprostsze historie są tymi najtrudniejszymi i trafiają wprost do serca czytelnika. Dziewczyna z Pomarańczami z pewnością do takich powieści się zalicza.

Przed chwilą podszedłeś do mnie i spytałeś, co piszę na komputerze. Odpowiedziałem Ci, że list do mojego najlepszego przyjaciela. Może zadziwił Cię smutek w moim głosie, gdy Ci to wyjaśniałem, bo spytałeś: - To do mamy?
Chyba pokręciłem głową. - Mama to moja ukochana - odparłem. - A to jest coś zupełnie innego.
- A kim ja jestem?- spytałeś wtedy.
Złapałeś mnie w pułapkę. Ale wziąłem Cię tylko na kolana, nie odchodząc od komputera, mocno przytuliłem i powiedziałem, że jesteś moim najlepszym przyjacielem.

Pewnego dnia Georg przychodzi do domu po zajęciach w szkole muzycznej i zastaje w domu niespodziewanych gości: dziadków. Wkrótce powód się wyjaśnia. Babcia wręcza chłopakowi list od jego zmarłego przed jedenastoma latami ojca - Jana Olava. Pamięta on go jedynie z opowiadań matki, zdjęć i filmów. List przeleżał w dziecięcym wózku, pod podszewką. Wszyscy są zaciekawieni i zaintrygowani, ale chłopak ucieka z nim do pokoju i zamyka się tam na kilka godzin. W ten sposób poznaje on historię o tajemniczej Dziewczynie z Pomarańczami. Ojciec w trakcie opowiadania o niej zadaje Georgowi masę pytań na temat życia, śmierci, czasu: jednym słowem - istnienia. Inspirowany przeżyciami swojego ojca młodzieniec usiłuje sprostać jego oczekiwaniom i odnaleźć odpowiedzi na nurtujące go pytania, postawiwszy się w jego sytuacji.

Jostein Gaarder swoją książką pt. Dziewczyna z Pomarańczami podbił moje serce. List ojca Georga porusza w niezwykły sposób struny uczuć człowieka i problematykę życia. Wszelkie porównania i przemyślenia trafiają w samo sedno i sprawiają, że czytelnik zaczyna patrzeć na najbłahsze sprawy z zupełnie innej perspektywy. Z perspektywy kogoś, kto otrzymawszy największe szczęście od losu, umiera jednocześnie na prawie nieuleczalną chorobę.

To dobre choroby każą pacjentowi położyć się do łóżka natychmiast. Zła choroba z reguły potrzebuje długiego czasu zanim w końcu każe Ci fiknąć kozła i obali na ziemię na dobre. 

Ciężko pisać o książkach, które głęboko poruszają serce czytelnika i sprawiają, że w jego oczach pojawiają się łzy wzruszenia. Takie oto uczucia wywołała u mnie Dziewczyna z Pomarańczami. Urzekła mnie ona swoją prostotą, historiami wyjętymi jakby wprost z baśni, nieodłącznym przemijaniem, o którym tak często zapominamy. Myślę, że każdy, choć na chwilę, może zostać Georgiem, postawić się w jego sytuacji i odpowiedzieć indywidualnie na pytania zadane przez jego ojca, które niosą jasny przekaz: żyj najlepiej, jak potrafisz i podążaj za marzeniami, choćby tymi nieosiągalnymi.

Dziewczyna z Pomarańczami została napisana lekkim i przyjemnym dla czytelnika językiem, więc nie powinien się on męczyć, czytając ją. Przyznam, że sądziłam, iż historia ojca Georga, mająca podłoże filozoficzne, odepchnie mnie na samym początku, że zostanę przygnieciona ciężkimi sformułowaniami. Natomiast było przeciwnie: z każdym kolejnym zdaniem wciągałam się coraz bardziej i nie potrafiłam się doczekać odpowiedzi na pytanie: kim jest Dziewczyna z Pomarańczami?. Tajemniczy klimat, w jakim jest napisana ta powieść, dodał jej uroku. Jostein Gaarder wie, jak sprawić, aby czytelnik wzruszał się i po chwili śmiał, czego idealnym przykładem jestem ja w trakcie czytania jego książki.

To przykre, że historie, przekazujące najwięcej, są tak często pomijane i spychane w cień przez większość banalnych, a wręcz głupich opowieści. Nie są zauważane, a szkoda. Ja również nigdy bym nie poznała Dziewczyny z Pomarańczami, gdyby nie Jessie z bloga lifting- pages. Dzięki mojej skrytej w głębi duszy sroce okładkowej, postanowiłam za wszelką cenę zakupić w niedługim czasie tę książkę, nawet nie licząc na to, że tak ona mną wstrząśnie. Niekiedy żałuję wydanych pieniędzy na jakąś pozycję, ale w tym wypadku nigdy nie wypowiem takiego zdania. Dziewczyna z Pomarańczami w pełni zasługuje na docenienie i zyskanie po latach swego debiutu miana bestseleru. Myślę, że będę ją co roku czytała, przez co stanie się dla mnie taką samą tradycją, jak oglądanie Kevina w Boże Narodzenie. Mam nadzieję, że zawsze, kiedy ją odłożę, będę tęskniła do tego stopnia, aby przeczytać jeszcze raz tę historię. Ale obawiam się, że jeśli złamię utworzone przez siebie reguły, to czar baśni pryśnie. Więc chyba zastosuję się do rady pewnej mądrej osoby: Czasami w życiu trzeba umieć trochę potęsknić. I Wy, moi Drodzy, również o tym pamiętajcie:)

środa, 17 sierpnia 2016

Dlaczego nie Evans?

Bobby Jones, wybierając się na popołudniową grę w golfa wraz z doktorem Thomasem nawet nie przeczuwał, że wydarzy się coś niezwykłego. Zdziwieniem więc obydwu mężczyzn było ujrzenie na brzegu urwiska umierającego człowieka, którego ostatnimi słowami przed śmiercią było tytułowe pytanie: Dlaczego nie Evans? W czasie, kiedy doktor Thomas miał iść i poszukać pomocy, nasz główny bohater- Bobby został zobligowany do pilnowania ciała. Umówiony wcześniej z ojcem chłopak zaczyna się denerwować, kiedy doktor wciąż się nie pojawia. W pewnym momencie dostrzega wysuniętą z jednej z kieszeni fotografię najpiękniejszej kobiety, jaką kiedykolwiek widział. Tymczasem na horyzoncie pojawia się postać nieznajomego mężczyzny, przedstawiającego się jako Bassington- ffrench, który przyrzeka młodzieńcowi dopilnować, aby ciałem zajęły się odpowiednie osoby.

Wkrótce wiadomo, kim jest nieżyjący mężczyzna. To Alex Pitchard. Zidentyfikowanie go umożliwiła fotografia, znajdująca się w jego kieszeni i przedstawiająca panią Leonową Cayman- siostrę zmarłego. Na rozprawie u koronera Bobbyma przyjemność poznać państwa Caymanów, lecz jest zaskoczony wyglądem Leonowy, bowiem zapamiętał piękność z fotografii zupełnie inaczej. Ten drobny szczegół zrzuca jednak na winę czasu, odpowiedzialnego za zniekształcanie ludzi. Wkrótce potem dostaje propozycję pracy za granicą, którą odrzuca, ponieważ obiecał pomóc przyjacielowi w warsztacie. Przed swoim wyjazdem do Londynu zostaje otruty śmiertelną dawką morfiny, jednak ku zdumieniu wszystkich - przeżywa. Wtedy zaczyna się zastanawiać wraz ze swoją przyjaciółką- Frankie Derewent- czy śmierć w Marchbolt rzeczywiście była nieszczęśliwym wypadkiem, czy też posiada drugie dno. Czy nieżyjący mężczyzna był naprawdę Alexem Pitchardem? I kim do diabła jest tajemnicza kobieta z fotografii? Tyle pytań kłębi się w ich głowach, że w końcu zapominają o najważniejszym: dlaczego nie Evans?

To już trzeci kryminał Agaty Christie, jaki miałam przyjemność czytać i powiem, że jestem mile zaskoczona i zaczynam coraz bardziej przekonywać się do tej autorki. Pierwszy, jaki przeczytałam, czyli Zerwane zaręczyny (recenzja) uznałam za beznadziejny. Potem na urodziny dostałam Noc i ciemność (recenzja), a zakończenie tej książki mnie szczerze zaskoczyło, ponieważ się go nawet nie spodziewałam. W przypadku Dlaczego nie Evans? było podobnie. Christie tak namąciła mi w głowie nowymi tropami, że nie potrafiłam się w końcu połapać, kto jest winny. Mój wewnętrzny Sherlock został sprytnie przez nią uśpiony, czego jej winszuję, bo jak dotąd udawało się to tylko Doyle'owi.

Przyznam, że czytałam tę książkę kilka miesięcy, ponieważ cały czas mi coś przerywało i nie potrafiłam się zebrać ponownie do czytania. Jednak kiedy już to zrobiłam, to nie potrafiłam się od niej oderwać. Cały czas w mojej głowie krążyło pytanie: Kim jest tajemniczy Evans? Chciałam uzyskać odpowiedź jak najszybciej, ale zanim to nastąpiło, śledziłam z największą przyjemnością przebieg śledztwa Frankie i Bobby'ego. Do czynienia z intrygami miałam na każdym kroku, a każdy nowy trop sprawiał, że byłam jeszcze bardziej podekscytowana, chociaż prawie na nic on mnie nie naprowadzał. Nie potrafiłam nadążyć za tokiem myślenia panny Derewent i panicza Jonesa, co tylko spotęgowało zaskoczenie zakończeniem powieści.

Dlaczego nie Evans? zawiera w sobie wszystkie elementy powieści kryminalnej, o jakich może marzyć każdy ich miłośnik: romans, intrygi, niespodziewane zwroty akcji. To wszystko sprawiło, że zostałam wkręcona w wir fabuły, z którego nie potrafiłam i nie chciałam wychodzić (pomijam początkowe rozdziały; powód podany wcześniej). Christie idealnie wykreowała postacie i ich historie, dzięki czemu nie mdliło mnie od przesłodzenia ani zgorszenia. Zaczynam powoli rozumieć, czemu jest przez wielu uwielbiana i określana mianem Królowej Kryminałów. Sądzę, że niedługo i ja zacznę ją tak nazywać. Ale wracając do meritum... Czy polecam książkę? Polecam gorąco! Już sam tytuł sprawia, że czytelnik jest zaintrygowany, ale dopiero kiedy pozna on odpowiedź na tytułowe pytanie, zaczyna rozumieć zabawną ironię losu, jaką jest ona niewątpliwie.

niedziela, 14 sierpnia 2016

Światło i mrok. Życie i śmierć. Gdzie jest moje miejsce?

Celaena Sardothien jest siedemnastoletnią zabójczynią. Najlepszą w całym Adarlanie. Jednak popełniła w przeszłości błąd, który zaważył na całym jej życiu. W wyniku spisku została złapana i zesłana na dożywocie do katorżniczej pracy w kopalni soli Endovier, gdzie, jak liczył król, miała umrzeć. Zdziwieniem więc był dla niej pewien dzień, w którym wyprowadzono ją z ciemnych korytarzy i przedstawiono księciu Dorianowi. Następca tronu zaproponował jej pewien układ, w którym stawką jest jej odzyskanie wolności po umówionym czasie, który miałaby poświęcić na usługiwanie rodzinie królewskiej. Jedynym haczykiem w umowie jest turniej, mający drogą eliminacji wyłonić prawdziwego Królewskiego Obrońcę.

Celaena po przybyciu do zamku jest ściśle chroniona, albo raczej to ludzie są chronieni przed nią. Kapitan gwardii - Chaol- zna jej występki z Endovier i nie dopuści do tego, aby zabójczyni podstępem poderżnęła komukolwiek gardło we śnie. Jednak po pewnym czasie podświadomie zaczyna jej ufać. Tymczasem w zamku zaczynają się dziać dziwne rzeczy, a uczestnicy turnieju zostają mordowani po kolei w brutalny sposób. Celaena składa obietnice nie tylko rodzinie królewskiej, ale także pierwszej królowie Adarlanu- Elenie, która każe jej powstrzymać mroczne siły, czające się w zamku.

Szklany tron jest niewątpliwie książką bardzo kontrowersyjną wśród książkoholików, a jej fabuła wiele razy była komentowana w niepochlebny sposób. Moim zdaniem pomysł na nią był bardzo dobry, ale autorka - Sarah J. Maas - gdzieś w środku się pogubiła i nie wykorzystała potencjału w pełni. Często miałam wrażenie, że obierając jeden kierunek nagle się rozmyślała i tworzyła coś zupełnie innego, coś, co nijak się miało do pierworodnej wersji. Przykładem tego są bohaterowie, którzy mnie strasznie irytowali. Celaena na początku została wykreowana na największą zabójczynię Adarlanu, a w następstwie poznajemy jej słabą stronę, jaka posiada kobieta mieszkająca cały czas w pałacu: zamiłowanie do pięknych sukni, rozkapryszenie, ulotność uczuć itp. Nie sądzę, aby jej mistrz Arobynn Hamel z niej tego nie wykorzenił, skoro na treningach potrafił być brutalny. Dorian to książątko wiecznie stłamszane przez swego ojca, które okazuje się nie być aroganckim dupkiem (zdziwienie?), ale posiada na zamku opinię kobieciarza, a kiedy poznaje pannę Sardothien zakochuje się w niej na zabój (tyle tu sprzeczności, że sama zaczynam się gubić, jaki on jest ;-;). Jedyną postacią, jaką polubiłam był Chaol, ale i on potrafił niekiedy działać na nerwy.

Sprzeczności i nielogiczności- tak mogę podsumować Szklany tron. Wiele słyszałam o tej książce i liczyłam na nieprzewidywalną fabułą, ciekawie wykreowane postacie i... To coś, co sprawia, że czytelnik potrafi się zakochać w bohaterach i śledzić z zapartym tchem ich losy. Rozczarowałam się. Przeczytałam książkę, która wniosła do mojego życia jedynie powiew świeżości pomysłu, którego potencjału nie potrafiła wykorzystać sama autorka, a szkoda.

Nie mogę jednak oceniać książki tylko pod względem błędów, ponieważ nie sprawiła mi ona przykrości. Czyta się ją lekko i szybko, co jest zaletą, kiedy jesteś Julią, na półkach zalegają ci kolejne kilkusetstronicowe tomy, a w drodze masz kolejne książki. Roztrząsałam wcześniej płytkość postaci, sprzeczność i nielogiczność ich charakterów, co do moralności się nie wypowiadam, bo można jej tam ze świecą szukać, a prawdopodobnie się jej nie znajdzie. Historia Celaeny mnie jednak wciągnęła (mimo, że sama bohaterka irytowała; ciężko to pojąć, wiem) i zamierzam ją kontynuować, a aktualnie czekam na moment, kiedy będę mogła kupić IV tom. Nie potrafiłam doczekać się wątków związanych z Eleną, a kiedy już się zdarzały, to były bardzo krótkie i czułam niedosyt. Mogę mieć jedynie nadzieję, że na samym końcu tej serii doczekam się postaci Eleny z nawiązką.

poniedziałek, 1 sierpnia 2016

BOOK HAUL (i nie tylko) - lipiec 2016






Witam Was wszystkich serdecznie,
W połowie lipca, kiedy wróciłam do domu, postanowiłam zamówić książki. Od dawna chorowałam na to, aby kupić kontynuację przygód Americi, a idealną ku temu porą są oczywiście wakacje. Jednak do grona moich chorób nie dołączyła Następczyni i Korona, ponieważ nie znoszę Eadlyn (tak, czytałam obydwie książki i uważam, że nie powinno być tych kontynuacji ;-;).









Jak to u Książkoholików bywa, postanowiłam zaokrąglić kwotę i wybrać jeszcze jedną, odrobinę tańszą książkę. Tak też się stało i od dnia dostarczenia przesyłki na jednej z moich półek stoi Dziewczyna z pomarańczami autorstwa Josteina Gaardera. Wprawdzie nie czytałam nigdy wcześniej książek tego autora jednakże zaciekawiła mnie okładka, którą pierwszy raz miałam przyjemność zobaczyć u mojej praktycznie pierwszej obserwatorki - Jessie z lifting-pages.









Poza książkami w paczce były także dwie cudowne zakładki, które z miejsca pokochałam. Dowiedziałam się po fakcie, że jest ich więcej, a podwójnym ciosem był fakt, że tę księgarnię można poprosić o większą ilość zakładek podczas zamówienia. No ale cóż... Wreszcie przestałam używać karteczek do zaznaczania stron.









Skoro jesteśmy przy zakładkach... 
W czerwcu wraz  z moją koleżanką  (i za jej namową) skusiłyśmy się na zakup tematycznych zakładek w epikboxie (czy jak to się odmienia ;-;). Mój wybór padł na Americę  i Sherlocka Holmesa ponieważ obydwie te postacie książkowe wprost uwielbiam *.* Zakładki są magnetyczne  i ślicznie wyglądają na zaznaczonej kartce. Aktualnie Sherlocka używam na kryminale Dlaczego nie Evans? autorstwa Agaty Christie, ale niedługo zawita on na opowiadaniach pana Doyle'a. A tak poza tematem... Widział ktoś ostatnio zwiastun nowego sezonu o Sherlocku? Ktoś z Was ogląda ten serial i też uważa, że Benedict Cumberbatch jest najlepszym z aktorów, którzy wcielili się w tę kultową postać?









Dodatkowo na moje półki wkradły się trzy pierwsze części cyklu Szklany Tron autorstwa Sarah J. Maas (niedługo recenzja pierwszego tomu). Są to książki, które nie spodobały się mojemu koledze a znał mój gust literacki i wiedział,  że ta młodzieżówka z wątkami fantastycznymi może mi przypaść do gustu, więc zwyczajnie się ich pozbył (a im więcej mam książek na półkach, tym jestem szczęśliwszym dzieckiem; może mi się kiedyś uda dogonić Anitę? Racja, to tylko marzenia ;_;).













W moje łapki wpadły też opowiadania kilkunastu autorów, zebrane w jedną książkę pt. Łóżko. Dostałam ją od mamy koleżanki. Nie wiem czego się spodziewać i co myśleć o tym prezencie. Z recenzji wynika, że autorzy przedstawili jeden z przedmiotów codziennego użytku na różne sposoby (a tak przynajmniej to zrozumiałam ja). I pomyśleć tylko, że wspomniałam o tym, iż trylogia o Grey'u jest beznadziejna ;-;








***
To byłoby wszystko. Niedługo na blogu pojawi się recenzja Szklanego Tronu oraz Dumy i uprzedzenia. Na koniec mam do Was pytanie być może o odległą przyszłość, ale sądzę, że większość z Was już dawno podjęła decyzję. Ktoś jedzie na XX Międzynarodowe Targi Książki do Krakowa? Ja wybieram się po raz pierwszy i powiem szczerze: nie mogę się już doczekać :D

piątek, 22 lipca 2016

Nie jestem wariatką

Świat ulega zniszczeniu. Ludzie głodują, a na ich biedzie zyskuje Komitet Odnowy.

Julia Ferrars jest siedemnastoletnią dziewczyną, która została zamknięta w zakładzie dla obłąkanych. Samotnie spędziła tu dokładnie 264 dni, ale pewnego poranka dowiedziała się, że przydzielają jej do celi współlokatora. Julia nie wie, co
o tym myśleć i kiedy widzi, że więzień współlokator jest mężczyzną, jest prawie pewna, że Oni chcą, aby zwariowała.
Od razu rozpoznaje w chłopaku swą dawną miłość- Adama Kenta. Sądzi, że on jej nie pamięta, lecz niedługo po ich pierwszym spotkaniu przekonuje się, że była w błędzie.

Adam jest jej jedyną nadzieją na wyrwanie się z okrutnych ramion Komitetu Odnowy, któremu stoi na czele Warner, pragnący wykorzystać dotychczasowe przekleństwo Julii jako swoją najskuteczniejszą i najniebezpieczniejszą broń, mogącą zapewnić mu zawładnięcie światem. Jednak dziewczyna po raz pierwszy postanawia się zbuntować i żyć tak, jak sama chce. Zwłaszcza, że wreszcie zobaczyła ptaka. Jest biały, ze złotymi prążkami na głowie, przypominającymi koronę. On lata.
To Adam.


Dotyk Julii to debiutancka powieść Tahereh Mafi. Jej fabuła osadzona jest w dystopii, której jedynym światełkiem w tunelu na odrodzenie jest Julia- dziewczyna, mogąca odmienić losy upadającego coraz szybciej świata. Tahereh Mafi nie stworzyła niczego nowego, co nie istniałoby wcześniej. Powieliła tylko sam konspekt tego typu powieści młodzieżowych: dystopia,
której ocalenie może zapewnić jedynie dziewczyna obdarzona jakąś niesamowitą mocą; w trakcie trwania fabuły owa panna zakocha tak nieszczęśliwie, że powstanie trójkąt miłosny, trwający aż do końca historii. Brzmi to jak odgrzewana woda, prawda? Jednak coś sprawiło, że autorka podbiła serca wielu czytelników na całym świecie. W tym po części i moje. Choć podbicie nie jest równoznaczne z zawładnięciem.

W książce szczególnie spodobały mi się metafory, które mimo swojej częstej górnolotności i groteskowości idealnie oddają stan psychiczny głównej bohaterki, co w następstwie przedkłada się na nasze osobiste wyobrażenie jej postaci. Sami bohaterowie są nieskomplikowani, a ich następne zachowania możemy łatwo odgadnąć. Tahreh Mafi stworzyła w ich osobowościach także pozory jednoznacznego dobra albo zła, jednak są one zachowane tylko i wyłącznie w pierwszej części (wybaczcie mi za ten spoiler, ale przeczytałam całą trylogię :c), więc nie zrażajcie się od razu :)

Co jest jeszcze na plus według mnie? Szybka i wciągająca akcja fabuły, która nie zostawia czytelnika w odmętach nudy
i senności, a sprawia, że przenosi się w te same miejsca, co bohaterowie i pozwala nam stawać się świadkami ich przygód dosłownie. Na ten efekt przekłada się również nieskomplikowany niczym język powieści. Klimatu dodają także przekreślone słowa, oznaczające w moim odczuciu prawdę i własne obawy, jakie stara się ukryć Julia przed światem
i przed samą sobą.

Reasumując... Dotyk Julii może nie jest najbardziej wybitną powieścią, jednak zawiera w sobie coś, co hipnotyzuje. Książka miejscami może wzruszać (choć ja takich objawów nie miałam), miejscami bawić, ale zawiera w sobie przede wszystkim coś pouczającego, coś, z czego możemy wysnuć własne wyobrażenia i wnioski, a każdy będzie zaczerpnięty
z innego elementu utworu pani Mafi. Jak wspomniałam wcześniej: nie powinniście oczekiwać od Dotyku Julii niczego zaskakującego, ponieważ historia panny Ferrars jest bazowana na starym i utartym schemacie. Możecie za to oczekiwać czegoś, co Was wciągnie do tego stopnia, że przeczytacie to jednym tchem. Z jakimi wrażeniami? To już pozostawiam
do ocenienia każdemu indywidualnie :)

Zostałam przeklęta. Mam niezwykły dar. 
Jestem potworem. Mam nadludzką moc.
Jestem narzędziem zniszczenia. Będę walczyć o miłość.

sobota, 9 lipca 2016

MÓJ WIELKI POWRÓT

Witam Was wszystkich, Kochani,
Wiem że z chęcią mi coś zrobicie zanim się usprawiedliwię, ale przepraszam i błagam, najpierw mnie wysłuchajcie.
No więc... Wróciłam po dwóch miesiącach praktycznie kompletnego nie czytania książek. Powód? Czerwiec spłynął na poprawkach, a zaraz po zakończeniu roku szkolnego spieszyłam się na pociąg i wróciłam wczoraj. Podczas mojego wyjazdu nie miałam czasu czytać (wiem, już mogę kopać sobie grób i będę na zawsze potępiona, ale taka prawda- nie miałam czasu). Ale jako nagrodę pocieszenia dla Was już ustaliłam sobie książki, które Wam przedstawię z jak najlepszej (mam nadzieję) strony:)

Jacek Komuda - Hubal
Jane Austen- Duma i uprzedzenie
Tahereh Mafi - Dotyk Julii
Sarah J. Maas - Szklany Tron




Kate Atkinson- Jej wszystkie życia
Agata Christie - Dlaczego nie Evans?




Elizabeth Gaskell - Panie z Cranford, Północ i Południe

Mam nadzieję, że w wypadku recenzji tak cudownych książek mi wybaczycie. A teraz kłaniam się uniżenie i uciekam czytać:)

Każdy z Książkoholików kojarzy wattpada, jeśli go nawet nie ma. Mój dzisiejszy post nie będzie poświęcony kolejnej recenzji, ale właśnie temu portalowi. Więc zacznijmy od pytania, czym w ogóle jest wattpad?
Na moje wattpad to portal, w którym możemy poznać opowiadania innych użytkowników. Rosyjska ruletka występuje i w tym przypadku: możemy natrafić na coś genialnego albo na coś beznadziejnego. Głównie zgromadzona jest tam młodzież, więc najwięcej opowieści znajdziemy pod zakładką romans i dla nastolatków, jednak jeśli ktoś woli np. fantastykę, to niech się nie martwi. Znajdzie coś dla siebie (fantasy jest tam po prostu cudowne; zastanawiam się czemu nikt niektórymi osobami piszącymi pod ten gatunek nie jest zainteresowany).

Można mnie znaleźć na wattpadzie pod pseudonimem KsiezniczkaJulia. Konto założyłam bodajże rok temu i kompletnie nie wiedziałam o co tam chodziło. Na początku służyło mi jako pewnego rodzaju unikatowa biblioteczka, później podjęłam próby samodzielnego tworzenia, lecz pierwsza opowieść zatrzymała się na etapie jednego rozdziału (nie mam pomysłu na dalszy ciąg). Niedawno postanowiłam podjąć próbę od nowa, ale z czystą kartą. Tak powstało drugie opowiadanie, które mam nadzieję, że będzie miało ciekawą fabułę.

Ostatnia pora
Ostatnie z moich opowiadań- Ostatnia pora
Herbata Luizy (zawieszone)
Pierwsze opowiadanie- Herbata Luizy

Wattpad służy nie tylko do tworzenia czegoś własnego. Może być także miejscem poznawania się młodych ludzi, którzy chcą wymienić własne spostrzeżenia. Jeśli mamy uwagi odnośnie jakiegoś opowiadania bądź chcemy takowe pochwalić, mamy możliwość skomentowania tego i dodania "gwiazdki". Z tego, co się orientuję, są na tej stronie organizowane także konkursy i zakładane pewnego rodzaju "kluby". Nie korzystałam z żadnej z tych opcji, ponieważ te strony są stworzone w języku angielskim, a ja wolę nie pomylić się w czymś i nie mieć potem problemów.

A do czego Wam służy wattpad? Piszecie coś? Podzielcie się swoimi opowiadaniami w komentarzach:)

niedziela, 29 maja 2016

Czasami trzeba zrobić coś niewyobrażalnego

Cecile de Troyes jest niezwykle utalentowaną wokalnie dziewczyną, mieszkającą na wsi. W przeddzień jej wyjazdu do Trianon, do matki, zostaje porwana przez swojego znajomego i uprowadzona do zapomnianego, skalnego miasta Trollus, zamieszkanego przez trolle. Od tego momentu jej życie diametralnie się zmienia. Zostaje poślubiona księciu Trollus, który od początku ich znajomości traktuje ją obojętnie, jak przedmiot, którym są ludzie dla trolli. Cecile pragnie uciec jednak powstrzymuje ją przed tym przywiązanie do własnego życia, a po pewnym czasie także... Uczucie, jakim zaczyna darzyć księcia Tristana. Wraz z poznawaniem jego osobowości, odkrywa, że jest on zupełnie inny a pod przykrywką gburowatego młodzieńca skrywa się uczuciowy chłopak, pragnący zmiany na lepsze. Dziewczyna powoli zdaje sobie sprawę, że jej obecność tutaj jest nie tylko wymysłem starej ciotki chłopaka, ale nadzieją wolności, zapowiedzianej w przepowiedni, której trolle pragną od samego początku rzucenia przez czarownicę na ich miasto klątwy.

Cecile w miarę przebywania wśród trolli zaczyna rozumieć politykę ich miasta i intrygi z nią związane. Jej charakter zostaje poddany próbie, a ona sama przestaje być jedynie córką rolnika, marzącą o karierze pieśniarki w Trianon. Staje się księżniczką Trollus, będącą równocześnie kruchym człowiekiem, marnym robakiem w oczach króla. Dla mieszkańców miasta, zwłaszcza mieszańców, jest kimś więcej. Jest nadzieją. Odkrywa w sobie także potężną moc, o jakiej nie miała pojęcia. Wkrótce każdy będzie szeptał: to czarownica.

Porwana pieśniarka autorstwa Danielle L. Jensen, to książka, w której się bezwarunkowo zakochałam, a losy Tristana i Cecile śledziłam, nie mogąc się oderwać, chociaż tuż obok niemo przypominały o sobie obowiązki szkolne (ugh, czekam na wakacje). Akcja toczyła się szybko, dzięki czemu nie usypiałam podczas lektury. Osoby, które się lękają takiego tempa, uspokajam: otrzymujemy krótki wstęp, po którym Cecile przenosi się do Trollus, a wraz z tą zmianą miejsca autorka zaczyna stopniowo wprowadzać  napięcie, dzięki czemu wciągamy
się, tracąc poczucie z rzeczywistością.

Danielle L. Jensen stworzyła bezsprzecznie wspaniałe, podziemne miasto trolli, pozostające na długo w pamięci. Język, jakim się posłużyła, jest przyjemny i łatwy, a mimo to potrafi wprowadzić czytelnika w baśniowy, niemal legendarny świat, utworzony w jej własnej głowie. Podziwiam pisarzy, uznających prostotę pisania, bez żadnych zawiłych skrótów myślowych, ponieważ sztuka tworzenia czegoś uniwersalnego, będącego jednocześnie kluczem do naszej wyobraźni, jest trudna i zaledwie garstce się ona udaje.

Odkąd przeczytałam Rywalki Kiery Cass ciężko mi było znaleźć coś równie wciągającego, coś, co by mnie pochłonęło bez reszty i z wyczekiwaniem chciałabym do tego wrócić. Porwana pieśniarka na pewno jest książką, której szukałam od tamtej chwili. Danielle L. Jensen udało się w perfekcyjny sposób omamić czytelnika geniuszem swej książki: językiem, baśniową historią i niedokończonym wątkiem, którego ciąg dalszy mamy poznać w Ukrytej łowczyni. Zabrakło mi tam jedynie odrobinę bardziej wykreowanych postaci głównych. Odniosłam wrażenie, że były one marionetkami, stworzonymi z atramentu pani Jensen, lecz bez przeszłości i wyraźnie zarysowanych cech charakteru. poza tym nie mam do czego się przyczepić i z niecierpliwością czekam na lipiec i moment, w którym wyjdzie druga część trylogii Klątwy.

***

- Jestem córką słońca - powiedziałam, a w głowie kłębiły mi się myśli.

- Jesteś bystrzejsza niż mogłoby się wydawać.
- Ale magia nie zadziałała. Złączyłeś się ze mną, a klątwa nadal jest w mocy.
- Znów masz rację. Przypomnij mi, żebym wybrał cię do drużyny, kiedy będziemy bawić się w kalambury. Lubię mieć silną drużynę.

niedziela, 22 maja 2016

W ramionach gwiazd

Ikar jest największym i najwspanialszym galaktycznym statkiem, jaki kiedykolwiek w niej istniał. Podróżuje na nim Lilac LaRoux- księżniczka, a zarazem córka najbogatszego człowieka, i Traver Merendsen- niedawno awansowany na wysokie stanowisko wojskowe młody bohater wojenny. Poznają się podczas zbiegu okoliczności, lecz już na następny dzień, z powodu uprzedzeń, dziewczyna musi przerwać tę znajomość. Wkrótce potem dochodzi do awarii. Pasażerowie muszą przenieść się do kapsuł, mających ich uchronić przed śmiercią. W momencie, kiedy wszyscy tam zmierzają, Lilac zostaje porwana przez tłum i odłączona od swych ochroniarzy. Ratuje ją nie kto inny, jak sam major Merendsen. Niestety, jest już zbyt mało czasu, aby sam mógł przenieść się do własnej kapsuły. W ostatniej chwili udaje się im opuścić likwidujący się samoistnie statek i udać się w hiperprzestrzeń. Jednak szczęście nie trwa wiecznie. Orientują się, że coś jest nie tak z lotem kapsuły i lądują na nieznanej im dotąd planecie. Major podejrzewa, że jest to jedna z planet terreformacyjnych. Dziwi go jedynie, że planeta nie jest dostosowana do bezpiecznego przebywania na niej. Już wkrótce mają się przekonać, że nie każda iluzja jest fałszywa i nie wszystkim powinno się ufać, zwłaszcza najbliższym.

Amie Kaufman i Megan Spooner stworzyły książkę
o niespotykanej dotąd przeze mnie fabule. W ramionach gwiazd jest bezsprzecznie czymś zachwycającym. Widząc promocję tej książki, myślałam w duchu, że będzie to kolejna schematyczna powieść młodzieżowa z usypiającym wątkiem głównym. Dlatego kiedy przymierzałam się do jej zakupu, stwierdzałam w końcu: nie, to nie dla mnie. Ostatecznie książka znalazła się na mojej półce chcę przeczytać i otrzymałam ją w prezencie urodzinowym. Moje pierwsze wrażenia? Dziwny styl pisania, którego na początku nie potrafiłam zrozumieć. Dopiero później zorientowałam się, że Merendsen jest przesłuchiwany, a ja poznaję retrospekcję kolidującą z jego zeznaniami. Rozumiem, że to taki urok tej książki, jednak według mnie autorki wprowadziły przez to zbędne zamieszanie.

Jak wspomniałam kiedyś w poście urodzinowym, zakochałam się w okładce książki. Na tle galaktyki znajduje się para, próbująca chwycić się za dłonie... I jak tu nie być sroką książkową? Zwłaszcza, kiedy tę scenę po skończeniu czytania można porównać do jednego z fragmentów powieści. Amie Kaufman i Megan Spooner udało się stworzyć ciekawe postacie, które są zbudowane na podstawie pewnego kontrastu: ona wywodzi się z elity, on ma dostęp do wyższej sfery tylko dzięki otrzymanym tytułom na wojnie; ona jest rozkapryszoną i uparta córką bogacza, on jest synem pisarki i nauczyciela... Można by tak wybierać i przebierać bez końca w porównaniach i doszlibyśmy do tego samego pytania, które często jest powtarzane po przeczytaniu tego typu książek: Co ich zatem połączyło? Odpowiedzieć nie da się na to jednoznacznie, trzeba to przeczytać, aby uzyskać satysfakcjonującą odpowiedź.

W ramionach gwiazd polecam serdecznie osobom, które lubią powieści w nietypowym stylu i z niespotykaną dotąd fabułą. Nie jest to typowa fantastyka (bo nazwałabym to bardziej połączeniem sience fiction z młodzieżówką), jednak jej elementy towarzyszą czytelnikowi przez cały czas, gdzieś w tle. Jeśli spodobała Wam się okładka, ale nie jesteście pewni, czy sięgnąć po tę powieść, to zapewniam Was, że niczego na tym nie stracicie, a jeśli Wam się spodoba, to nawet zyskacie. W ramionach gwiazd jest czymś zachwycającym na chwilę, ponieważ przeczytałam ją jakiś miesiąc temu i nie zagościła w moim sercu, jak np. Niezbędnik obserwatorów gwiazd.

Kiedy zdecydujecie się na tę lekturę pamiętajcie o jednym. 
Szepty istnieją, wszyscy o tym wiedzą. Nawet jeśli nikt nigdy niczego nie udowodnił, ludzie zawsze opowiadali historie o tym, co leży poza skrajem zbadanego wszechświata.

poniedziałek, 2 maja 2016

Dopóki nie zrozumiesz śmierci, nie zrozumiesz życia

Barcelona, lata osiemdziesiąte XX wieku. Óscar Drai mieszka w tutejszym internacie, a kiedy ma czas wolny, lubi spacerować urokliwymi uliczkami i poznawać ich naturę. Pewnego dnia wędruje do miejsca, do którego sprowadził go czarny kot i cudowny śpiew kobiety. Spotyka tam dziewczynę, lecz wystraszony nagłymi krokami i głosem mężczyzny, nieświadomie kradnie zegarek i ucieka. Po kilku dniach decyduje się go oddać właścicielom. Tak poznaje Germana i Marinę.

Od pierwszego wejrzenia Marina wydaje mu się być fascynująca, niezwykła, jakby była kimś nie z tego świata. Nic więc dziwnego, że zaczyna jej słuchać, niczym mentora, spijając każde słowo, traktując ją, jak narkotyk. Marina zaprowadza Óscara na jeden z zapomnianych cmentarzy i karze mu czekać na osoby, odwiedzające swych zmarłych bliskich. W końcu przychodzi w to miejsce pewna kobieta, ubrana cała na czarno i niosąca w dłoni czerwoną różę. Nie byłoby w tym nic tajemniczego, gdyby nie fakt, że... Na nagrobku nic nie jest napisane. Widnieje na nim jedynie czarny motyl. Kiedy odchodzi, Marina wraz z Óscarem postanawiają ją śledzić i docierają do zaniedbanej oranżerii, skrywającej pewien sekret. U sufitu powieszone są niedokończone i makabryczne marionetki, będące idealnym odzwierciedleniem ludzkich postaci. Na biurku natomiast leży album. Znajdują się w nim fotografie osób poszkodowanych przez naturę, będących chorymi na rozmaite zniekształcenia. 
Od tej pory próbują rozwiązać zagadkę Michala Kolvenika i jego tajemnicę, której nie zabrał ze sobą do grobu.

Marina autorstwa genialnego Carlosa Rufiza Zafóna to powieść nietuzinkowa, z jaką spotkałam się po raz pierwszy. Sam zamysł stworzenia takiej fabuły graniczy według mnie z niemożliwością, a poprowadzenie jej - cudem. Panu Zafónowi udało się to perfekcyjnie. W trakcie czytania przenosiłam się w ciemne uliczki Barcelony i odczuwałam emocje zbliżone do odczuć bohaterów. Nie powiem, w niektórych scenach dreszczyk przechodził po plecach. Ktoś tak nie uważa? A chcielibyście się znaleźć w pokoju z żywymi robotami w ludzkiej postaci, które nie są wykończone? No właśnie.

Carlos Rufiz Zafón stworzył nie tylko wspaniałą opowieść, lecz także poruszył w niej pewne ważne kwestie, mówiące, że życie nie zawsze jest usiane różami. Mianowicie chorobę osoby, którą kochamy. Poprowadził ten wątek w sposób subtelny, jednak w końcowym momencie cały ból, do tej pory mocno przyczepiony do sufitu, nagle zwalił się na moją głowę. Ciężko było mi się rozstać z tą postacią, bowiem liczyłam na jakiś cud, który umożliwi jej dalsze życie. Niestety, takiego nie było.

Z twórczością tego autora spotkałam się pierwszy raz, a wcześniej słyszałam o nim wiele dobrych opinii. Nie chciałam wtedy oceniać książek po okładce ani po opisie, bowiem strasznie bym się pomyliła. Marinę wypożyczyłam z czystej ciekawości i nawet nie liczyłam na tak niesamowite wrażenia, jakich dostarczyła mi ta książka. Niezmiernie mi się spodobało podejście Zafóna do życia i śmierci. Ludzie chcą przedłużyć swój żywot na wszelkie możliwe, czasem wręcz graniczące z paranoją, sposoby. Nie zauważają jednak tego, co by z tego wynikło. Autor według mnie ukrył w swej powieści pewne nieme przesłanie: powinniśmy pozwolić odejść niektórym osobom, nie trzymając ich na siłę przy nas. Tak samo, jak powinniśmy pozwolić przeminąć naszej młodości i spokojnie stać się staruszkami, oczekującymi śmierci, jak starej przyjaciółki, nie żywiącymi do niej jakichkolwiek pretensji. 

Jedni się rodzą dla radości, a inni dla nocy i ciemności

Do czego mogą doprowadzić cygańskie przesądy, w które stricte wierzą mieszkańcy pewnej angielskiej miejscowości?
Czy Cyganka przepowiada prawdę, czy może jej proroctwa są przeplatane intrygami?

Michael jest lekkoduchem i utracjuszem. Pracę i kobiety zmienia, jak rękawiczki. A jednak kiedy spotyka Ellie Guteman coś w nim pęka. Obydwoje zakochują się w sobie od pierwszego wejrzenia, a ma to miejsce przy... Cygańskim Gnieździe, ziemi przeklętej przez Cyganów. Wkrótce ich romans nabiera tempa i z pomocą opiekunki Ellie - Grety - biorą ślub cywilny, a następnie wykupują ów wyklęty dom.

Ich życie wydaje się być perfekcyjnie szczęśliwym zbiegiem okoliczności: mają siebie, nowo wybudowany przez przyjaciela Michaela - Santonixa - dom marzeń oraz mnóstwo perspektyw na przyszłość. Jednak ktoś marszczy te wizje. Tą osobą jest stara Cyganka Lee, która bez przerwy depcze im po piętach i przepowiada wielkie nieszczęście. Dodatkowym balastem zdaje się być rodzina Ellie, która nie potrafi pogodzić się z wybrankiem serca dziewczęcia i cały czas węszy w jej związku jakiś spisek. Lecz czy mają rację? Czy ich podejrzenia są słuszne, kiedy dziedziczka fortuny ginie w niewiarygodny sposób podczas przejażdżki konno? Jeśli nie, to kto stoi za śmiercią Ellie, starej Lee oraz Claudii Hardcastle?

Noc i ciemność to drugi kryminał spod pióra pani Agaty Christie, który miałam przyjemność czytać i powiem, że byłam pod wrażeniem. Być może gdzieś już wspomniałam, że lubię bawić się w detektywa. Tutaj robiłam to samo: szacowałam, kto mógł stać za zabójstwem, jednak... Cały czas przeoczałam coś niezwykle ważnego, a wynikiem tego było zupełne zaskoczenie zakończeniem historii i poznaniem mordercy. Zwracam więc honor Christie: może nie tworzy czegoś niezwykle skomplikowanego, lecz na pewno wciągającego oraz niespotykanego, a Noc i ciemność zalicza się do tego typu utworów.

Szczególnie przypadła mi do gustu narracja: historię mezaliansu opowiada jeden z jego głównych bohaterów- Michael. Nadaje to kryminałowi niezapomniany nastrój i klimat oraz miejscami sprawia, że czytelnik zaczyna postrzegać tę historię, jako coś, co sam przeżywa i odtwarza we własnych wspomnieniach. Dopiero pod koniec zostaje wyrwany z letargu, kiedy dochodzi do ostatniej zbrodni, i zaczyna widzieć niektóre sytuacje zupełnie z innej perspektywy: z perspektywy psychopaty.

Czy polecam książkę? Zdecydowanie tak. Autorka podarowała nam w niej wiele niezbędnych rad, będących jednocześnie kolejnym dowodem na to, jak pazerni potrafią być ludzie oraz do czego może to doprowadzić. Często spotykam się z opinią o schematycznym sposobie pisania Agaty Christie, której niekiedy zdarzało się tworzyć coś zupełnie odmiennego niż wcześniej. Coś, co było powiewem świeżości w kryminałach na jej koncie. Jeśli tak jest, to do świeżości należy bez dwóch zdań Noc i ciemność, którą wręcz pokochałam.

wtorek, 26 kwietnia 2016

Powstańmy! Czerwoni niczym świt

Mieszkańcy Królestwa Norty dzielą się na lepszych i gorszych, a zależy to od koloru ich krwi. Czerwoni rodzą się po to, aby służyć wyższej pod każdym względem rasie Srebrnych, lecz... Co, jeśli spotkają się z przedstawicielką służalczej warstwy, posiadającą moce im przypisane? Co, jeśli ta dziewczyna będzie mieć w sobie jednocześnie czerwoną krew i umiejętności, które może zapewnić jedynie srebrna posoka?

Mare Molly Barrow jest znakomitą złodziejką, pochodzącą ze wsi Pale. Niedługo skończy osiemnaście lat, czyli wiek, w którym następuje pobór do wojska. Jednak po tragicznych wydarzeniach w Summerton jej los się odmienia i trafia do Palatium Słońca za sprawą pewnego Srebrnego- Cala, którego chciała okraść przy gospodzie. Tego dnia w pałacu odbywają się nietypowe eliminacje, a w czasie ich trwania ma zostać wytypowana nowa królowa Norty. Podczas usługiwania jednej ze Srebrnych rodzin Mare odnajduje swojego wybawiciela, lecz... Okazuje się być on pierworodnym synem króla Tyberiusza. Dodatkowym zrządzeniem losu jest wypadek Mare, podczas którego spada ona wprost na elektryczną kopułę, na której powinna spłonąć. Powinna.

W ten sposób zwraca na siebie uwagę nie tylko najznamienitszych rodów, ale również rodziny królewskiej. Zaczynają się kłamstwa: począwszy od zmiany jej tożsamości, a zakończywszy na spiskowaniu z młodszym księciem- Mavenem- przeciwko obranemu lata temu systemowi dzielenia ludzi. Zarówno ona, jak i książę, wstępują do rewolucyjnej Szkarłatnej Gwardii. Mare staje się nadzieją. Dla Srebrnych jest dziewuszką od błyskawic, lecz dla Czerwonych staje się Czerwoną Królową.

Czerwona królowa Victorii Aveyard to książka o świecie, stojącym na skraju przepaści. Z jednej strony Królestwo Norty toczy wojnę z sąsiadami, a z drugiej zmaga się z wewnętrzną rewolucją, jaką przeprowadza Szkarłatna Gwardia. Nie jest wiadome, kto ma szansę zwyciężyć: obdarowani niesamowitymi mocami Srebrni, czy obywatele, których krew jest czerwonej barwy. Na chwilę obecną siły są dość wyrównane, a szala zwycięstwa przechyla się, zależnie od sytuacji, na różne strony. Jedyną pewnością w powieści jest fakt, że każdy może każdego zdradzić

Książka jest przepełniona rozmaitymi grami politycznymi, intrygami i kłamstwami. W trakcie czytania jesteśmy świadkami przemiany głównej bohaterki, która wraz z nią zaczyna dostrzegać, komu powinna ufać, a kogo się wystrzegać. Jednak pod koniec książki dochodzimy do wniosku, że kwestia zaufania to tylko gra pozorów.

Czerwoną królową kupiłam rok temu w wakacje i szczerze powiedziawszy wtedy nie przypadła mi do gustu. Jednak postanowiłam dać jej jeszcze jedną szansę i cóż... Historia Mare spodobała mi się i zamierzam kupić kontynuację jej przygód. Tłem powieści jest oczywiście motyw dystopii, który charakteryzuje np. Rywalki czy Igrzyska Śmierci, więc pani Aveyard nie stworzyła nic nowego. Stworzyła za to fantastyczną
i porywającą fabułę, a także świetnie wykreowała postacie. Zabrakło mi tam jedynie wątków z Calem, ale liczę na jak największa ich ilość w Szklanym mieczu.

Czasem się tak zastanawiam, czytając tego typu książki młodzieżowe... Czemu tam zawsze musi istnieć jakiś trójkąt miłosny, w którym bohaterka opuszcza swój rodzinny dom i zostawia jakiegoś chłopaka, przenosi się do pałacu, zakochuje w księciu, a potem ma problem z wybraniem partnera? No czemu? Nie można pominąć chłopaka z rodzinnej wioski? Śledząc losy trójkątów mam lekkiego kaca moralnego, bo mimo że bohaterka powinna wybrać swą pierwszą miłość,
to kibicuję jej w wyborze księcia. ;-;

sobota, 23 kwietnia 2016

Urodzinowe marzenie

Witam Wszystkich,
Spodziewacie się recenzji? No cóż... Dzisiaj będzie coś z innej beczki, bowiem ten post jest w całości poświęcony moim prezentom urodzinowym- książkom, a Dzień Książki wydaje się być idealnym na umieszczenie posta o tej tematyce. Zastrzegam od razu, że mimo kojarzenia, nie czytałam ich i nie wiem, o czym one dokładnie są. W związku z tym będę to uzupełniała opisami z tyłu okładek. 
A więc... Zapraszam :)




Pierwszą książką, którą pragnę Wam przedstawić jest Porwana Pieśniarka autorstwa Danielle L. Jensen. 

Klątwa rzucona przez czarownice na pięć stuleci uwięziła trolle w mieście pod gruzami Samotnej Góry. Przez wieki wspomnienia o ich mrocznej
i złowrogiej magii zatarły się w ludzkiej pamięci. Oto jednak pojawia się przepowiednia o związku dwóch osób, który będzie miał moc uwolnić trolle. Kiedy Cecile de Troyes zostaje porwana i uwięziona pod górą, odkrywa, że w legendach na temat trolli kryje się więcej prawdy, niż ośmieliłaby się przypuszczać.
Po przybyciu do Trollus Cecile myśli tylko o jednym: jak uciec. Trolle są jednak inteligentne, szybkie i nieludzko silne. Musi więc czekać
na właściwy moment. Tymczasem dzieje się coś niezwykłego- Cecile zaczyna się zakochiwać w tajemniczym księciu trolli, któremu została poślubiona. Nawiązuje przyjaźnie. Dziewczyna powoli zdaje sobie sprawę, że może być jedyną nadzieją dla mieszkańców - trolli z domieszką ludzkiej krwi, zniewolonych przez trolle czystej krwi. W mieście wybucha bunt, a Tristan, jej mąż i następca tronu, jest jego ukrytym przywódcą.
W miarę zanurzania się w świat skomplikowanych intryg politycznych podziemnego świata, Cecile przestaje być zwyczajną córką rolnika. Staje się księżniczką, nadzieją całego ludu i czarownicą obdarzoną mocą dość potężną, by na zawsze zmienić Trollus.

 ***

Obie książki ze zdjęcia poniżej wyszły spod pióra słynnej pisarki Agaty Christie. Na obecną chwilę jestem mniej więcej w połowie Nocy i ciemności. Wiele nie potrafię powiedzieć, ponieważ sprawa morderstwa jeszcze się nie rozpoczęła, ale kiedy tylko skończę czytać ten kryminał, recenzja pojawi się na blogu.


Dlaczego nie Evans?
Dwaj gracze w golfa znajdują się na brzegu urwiska umierającego człowieka, który wygłasza tytułowe zdanie. Z kieszeni wypada mu fotografia tajemniczej piękności. Okazuje się, że śmierć mężczyzny nie jest przypadkowa. Do akcji ruszają oficer marynarki Bobby Jones i jego przyjaciółka lady Frances Derwent. Czuha na nich wiele niebezpieczeństw, ale w końcu odkrywają tożsamość kobiety z fotografii oraz sens pytania.

Noc i Ciemność
Bogatą Amerykankę Ellie i lekkomyślnego utracjusza Michaela połączyła miłość
od pierwszego wejrzenia. Nikt więc nie przejmuje się mezaliansem i klątwą.
A przecież gdyby posłuchano rad starej cyganki, zamiast kilku zgonów mielibyśmy romantyczny happy end. Wśród kandydatów na mordercę są: wdowiec, dama do towarzystwa, genialny architekt i prawnik rodzinny - każdy równie oddany ofierze. 



 ***



Perełką, o której kupnie myślałam już jakiś czas temu, a dostałam ją tydzień temu w prezencie, jest książka Jej wszystkie życia autorstwa Kate Atkinson. Słyszałam wiele pochlebnych opinii o niej i liczę, że wydam podobne po przeczytaniu.

W 1910 roku, podczas szalejącej w Anglii śnieżycy, przychodzi na świat dziewczynka. I umiera, zanim zdąży zaczerpnąć pierwszy oddech.
W 1910 roku, podczas szalejącej w Anglii śnieżycy, rodzi się ta sama dziewczynka. I żyje, snując swoją opowieść.
Jak by to było otrzymać od losu drugą szansę? A potem trzecią? Mieć nieskończoną liczbę możliwości, aby przeżyć swoje życie? Czy za którymś razem udałoby się ocalić świat przed przeznaczeniem, jakie jest mu pisane? I czy ktokolwiek chciałby to w ogóle uczynić?





***


Natknęłam się na tę książkę niedawno na stronie Moondrive, która ją reklamowała. Jako typowy wzrokowiec okładkowy, pokochałam i jej grafikę. O czym mowa? O tomie W ramionach gwiazd pióra Amie Kaufman & Megan Spooner. Nie spodziewałam się, że moja koleżanka akurat to wybierze jako prezent.

Ikar, największy prom kosmiczny w całej galaktyce, rozbija się podczas rejsu. Jedyni ocaleni to Lilac - córka najbogatszego człowieka w całej galaktyce i Traver - młody bohater wojenny, który nie należy do elity. Muszą zjednoczyć siły, by wrócić do domu i rozwiązać zagadkę tajemniczych wizji, jakie zaczynają ich nękać.
Wkrótce rodzi się między nimi uczucie. Jednak w świecie, z którego pochodzą, ich związek jest skazany na potępienie. Czy mimo to nadal będą chcieli opuścić planetę?





***

Klasykiem wśród fantastyki jest oczywiście kultowa seria Harry'ego Pottera autorstwa J. K. Rowling, którą ostatnimi miesiącami zaczęłam się interesować. Jeszcze tydzień temu brakowało mi piątej części- Harry Potter i Zakon Feniksa jednak ta pustka szybko stała się nieważna. Fabułę tej książki zna chyba każdy, nawet ten, który nie wgłębiał się w szczegóły. Ale dla niewtajemniczonych ją przedstawię. 

Wobec śmiertelnego zagrożenia ze strony Lorda Voldemorta
po kilkunastu latach reaktywowano Zakon Feniksa, którego członkowie, działając w tajemnicy przed śmierciożercami
z jednej strony, a Ministerstwem Magii z drugiej, muszą powstrzymać wroga przed zdobyciem tajnej broni. Tymczasem w Hogwarcie Harry zmaga się z nauką (piątoklasistów czekają sumy i wybór kariery zawodowej), ze szpiegiem ministerstwa, który usiłuje zaprowadzić w szkole nowy ład,
oraz z nawiedzającymi go snami, które z miesiąca na miesiąc stają się coraz bardziej realne... 
Jaką rolę odegra w życiu Harry'ego Snape? Jakie cele stoją przed konspiracyjną Gwardią Dumbledore'a? Czy misja Hagrida zakończy się pomyślnie? I dlaczego Albus Dumbledore unika Harry'ego właśnie wtedy, gdy on najbardziej
go potrzebuje? 


***




I tak oto dobrnęłam do końca. Mam nadzieję, że szybko przeczytam powyższe książki, aby dodać o nich recenzje tutaj. Za to w najbliższym czasie zapoznam Was z moim zdaniem na temat Czerwonej Królowej Victorii Aveyard bądź książki Fangirl autorstwa Rainbow Rowell. Zapraszam do śledzenia mojego bloga i pojawiających się tutaj wpisów, a także do dyskutowania. :)


środa, 20 kwietnia 2016

Zerwane zaręczyny

Elinor Carlisle dostaje tajemniczy list, w którym Anonim powiadamia ją o niepewności otrzymania spadku. Intrygantką, manipulującą ciotką Elinor, ma być Mary Gerrard- córka ogrodnika. Dziewczyna dzieli się tymi podejrzeniami ze swoim narzeczonym- Roderickiem Welmanem. Bagatelizują anonimowy list, jednak wyruszają w podróż do Hunterbury. Kiedy przybywają, dowiadują się o słabym, lecz niezmiennym stanie zdrowia ciotki Laury. Poznają także osoby, opiekujące się ich droga krewną, w tym ową manipulantkę, w której od pierwszego wejrzenia zakochuje się Roderick, mimo słowa danego Elinor. Dziewczyna jest tym faktem załamana, choć niczym nie daje tego po sobie poznać i zrywa zaręczyny.

Wkrótce jednak stan staruszki gwałtownie się pogarsza i prosi ona o wizytę zaufanego notariusza w celu spisania ostatniej woli. Jednak nie zdąża tego zrobić, ponieważ w nocy umiera. Cały spadek zostaje zgodnie z prawem dziedziczenia przekazany Elinor Carlisle, która decyduje się sprzedać posiadłość. Jej ponowny przyjazd do Hunterbury zbiega się ze śmiercią ojca Mary Gerrard, która podobnie, jak panna Elinor, przyjechała z Londynu uprzątnąć rzeczy swego zmarłego.

Czy słuszne jest posądzenie panny Carlisle o zamierzone otrucie córki ogrodnika, która odebrała jej narzeczonego? Czy popełnienie morderstwa, a myślenie o nim, to to samo, czy zupełnie dwie różne rzeczy? Sąd skazał Elinor, jednak niezawodny detektyw Herkules Poirot postara się doszukać prawdy podczas kłamania nad popołudniową filiżanką herbatyi pomóc w uniewinnieniu niedoszłej narzeczonej panicza Welmana.

Co tutaj dużo mówić... Zerwane zaręczyny pani Agaty Christie są pierwszym kryminałem tej autorki, który przeczytałam, a w kolejce za nim stoją jeszcze dwa inne. Ta książka nie zrobiła na mnie szczególnego wrażenia ani nie sprawiła, że od razu zakochałam się w twórczości autorki. Czytając ją, bawiłam się w pewnego rodzaju detektywa, w związku z czym spodziewałam się zakończenia. Jednak na moment zgubiłam swoją teorię pod napływem dodatkowych informacji dostarczonych przez detektywa Poirota. Nie wiedzieć czemu, ale on działał mi na nerwy i z pewnością nie przypadł mi do gustu. Nie chciałabym go równać z uwielbianym przeze mnie Sherlockiem Holmesem, lecz gdybym to zrobiła, to z pewnością wygrałby ten drugi.

Zerwane zaręczyny na pewno nie są stratą czasu dla osób, które lubią rozwiązywać zagadki morderstw, niewymagające szczególnego wysiłku umysłowego. Książka była miłą odskocznią na wieczór i sprawiła, że do pióra pani Christie powrócę za jakiś czas.

Kiedy cię poznałam

Jasmine kocha swoją pracę i dotkniętą zespołem Downa siostrę- Heather. Jednak pewnego dnia zostaje zmuszona do pójścia na tzw. urlop ogrodniczy.  To właśnie wtedy cały harmonogram jej idealnego życia wali się w jednej chwili. Rozpaczliwie stara się odnaleźć jakieś zajęcie, które zastąpiłoby choć na chwilę przerażającą otchłań, wciągającą ją coraz bardziej w wir znudzenia. W bezsenne noce podgląda swojego sąsiada- Matta Marshalla, znanego ze swej nadpobudliwości, szczególnie po otrzymaniu zwolnienia z pracy w radiu i opuszczeniu przez żonę. Jasmine nienawidzi go za to że podczas pewnej audycji nie zareagował na złośliwe komentarze dotyczące osób z zespołem Downa, a wręcz przeciwnie. Jednak podczas conocnych obserwacji Matta, coraz lepiej go poznaje i nieświadomie zaczyna uczestniczyć w jego życiu, a także mu pomagać. Każde z nich boryka się z problemami zupełnie innej miary, lecz to im nie przeszkadza, aby nawiązać nietuzinkową więź, mogącą dokonać cudu: zamienienia nienawiści na przyjaźń w niespełna rok.

Cecelia Ahern zadebiutowała przede wszystkim wzruszającą powieścią Love, Rosie, która była wręcz fenomenem rok temu. Osobiście jej nie czytałam, lecz oglądałam film (wiem, wiem, to nie to samo). Sięgając po Kiedy cię poznałam liczyłam na coś niesamowitego, przeczytanie nietuzinkowej historii miłosnej  po +30, jednak... Zawiodłam się. Co tutaj dużo mówić: Jasmine dostaje urlop ogrodniczy od swego niby wspólnika, jest wkurzona, zaczyna bawić się w ogrodnika, poznaje swego sąsiada-zawadiakę Matta i otrzymuje nową propozycję pracy od mężczyzny o niezwykle zabawnym imieniu Monday. Biorąc pod uwagę opinie, które słyszałam od znajomych na temat geniuszu tej autorki spodziewałam się książki, która wbije mnie w fotel. Niestety, myliłam się. Był to kolejny przypadek zakupu wywołanego pobudkami ,,ta autorka napisała coś dobrego, więc zawsze tak będzie".

Jedyną pozytywną osobą, a zarazem wprowadzającą życie do fabuły, była siostra Jasmine- Heather. Czytanie rozdziałów z nią było przyjemną odskocznią od kapryśnej i irytującej głównej bohaterki. Jest to na pewno najbarwniejsza postać w całej książce, co może mieć związek z jej chorobą, podkreślającą w wyrazisty sposób jej pozytywne cechy charakteru: pracowitość, sympatyczność i troskliwość. Często odnosiło się wrażenie, jakby zabiegana Jasmine wcale nie była jej opiekunką, a odwrotnie- to Heather opiekowała się nią.

Więcej chyba nic nie da się dodać... Fabuła strasznie monotonna, miejscami wręcz nieciekawa. Książka może służyć jedynie jako skuteczny zabijacz czasu podczas podróży. Mimo porażki na tym froncie dam autorce jeszcze jedną szansę, sięgając niebawem po jakąś inną powieść jej pióra, być może P.S. Kocham cię bądź Love, Rosie, o której wspominałam wcześniej.



niedziela, 17 kwietnia 2016

...

Witam wszystkich w ten słoneczny, niedzielny dzień.
Chciałam jakoś się wytłumaczyć z mojej dość długiej nieobecności na blogu. Wiem że to będzie wręcz banalne, ale ostatnio w szkole mam strasznie dużo sprawdzianów i kartkówek po przerwie wielkanocnej, a w związku ze zbliżającym się zakończeniem roku- jest to także najaktywniejszy czas wszelakich popraw. Poza szkołą... No cóż, w ostatnim roku dużo czytałam, lecz nie wstawiałam recenzji tutaj, co ma swoje odzwierciedlenie w niepamiętaniu niektórych książek, ale postaram się je nadrobić w wakacje. 

Kwietniowe recenzje zostaną dodane w terminie egzaminów gimnazjalnych, czyli w przeciągu trzech dni, do tygodnia. Ponad to zapowiadam post bonusowy, no bo co tu dużo mówić... Urodziny to najpiękniejszy okres w życiu każdego miłośnika książek :3
Pozdrawiam wszystkich ciepło i życzę tak cudownej pogody, jaka dzisiaj jest u mnie, 
Julia.