Zostań, jeśli kochasz autorstwa Gayle Forman rok temu robiło furorę na świecie, głównie z powodu filmu, który miał wówczas niedługo wchodzić do kin. Lecz, jak powszechnie wiadomo, film nagłaśnia, lecz to treść zatrzymuje. Tak właśnie było w przypadku i tej książki. Opowiada ona o losach siedemnastoletniej Mii Hall- początkującej wiolonczelistki, która w trakcie wypadku samochodowego traci swojego młodszego brata i rodziców. Wraz ze zderzeniem obu pojazdów i śmiercią bliskich jej osób, Mia zaczyna trwać w stanie zawieszenia pomiędzy niebem a ziemią: w każdej chwili może wybrać, czy zechce poprowadzić dalej swoje życie, czy może je skończyć. Ten dylemat próbuje rozstrzygnąć poprzez obserwowanie rodziny, przyjaciół, a także swojego chłopaka- Adama Wilde'a oraz przywołując kluczowe dla niej wspomnienia ze swojego życia.
Historię Mii można uznać za kolejny banał pisarski i będzie się miało rację, gdyż występuje w niej wątek miłosny, charakteryzujący się we wszystkich typowych miłostkach książkowych wielkim kontrastem, który jednak coś połączyło. W tym wypadku, Mia miłuje muzykę klasyczną i gra na wiolonczeli, stara się dostać do słynnej szkoły muzycznej- Juilliard. Natomiast Adam jest najprzystojniejszych chłopakiem ze szkoły, wielbiącym mocne, rockowe brzmienie gitar. Obydwoje marzą o zupełnie innych tematykach ścieżek swojego życia, lecz pragną, aby były ze sobą stricte połączone.
Czy to jest jednak możliwe? Tego dowiadujemy się w kontynuacji Zostań jeśli kochasz, o której wspomnę niżej.
Czy to jest jednak możliwe? Tego dowiadujemy się w kontynuacji Zostań jeśli kochasz, o której wspomnę niżej.
Wracając do meritum... Historia książki jest według mnie banalna, lecz jest coś, co jednak czyni ją wyjątkową i przykuwa uwagę czytelnika, mianowicie opisy wspomnień Mii o Adamie. Podczas czytania powieści niekiedy można odnieść wrażenie, że nie czyta się już o tej dwójce, jako o ludziach, lecz jako o instrumentach, które nawzajem siebie uzupełniają. Całą powtarzalność prostoty schematu wątków miłosnych w tego rodzaju literaturze Gayle Forman wyróżniła niesamowitym stylem pisania i ukrytymi, w swoim znaczeniu, porównaniami.

Kontynuacja bestsellera Zostań, jeśli kochasz, czyli Wróć, jeśli pamiętasz mnie jednak zawiodła. Poznajemy tutaj dalszy ciąg losów Mii i Adama (a w szczególności jego), lecz trzy lata po feralnym wypadku i do tego z punktu widzenia chłopaka. Obydwoje zrobili karierę muzyczną i pną się powoli po szczeblach sławy, choć... Osobno. Inaczej niż planowali. Przez większą część fabuły przeżywamy rozterki Adama, który od odsunięcia przez Mię, zaczynał się stawać w swoim mniemaniu wrakiem człowieka, a w myślach czytelnika (w miarę czytania) irytującym piosenkarzem.
Jednak pewnego dnia otrzymuje od losu kolejną szansę: ścieżki jego i Mii ponownie się ze sobą splatają. W głowie czytelnika zaczyna się kłębić wiele pytań, lecz... W moim przypadku były one przyćmione poczuciem znudzenia. Każdy temat, o którym rozprawiali był podobny do poprzedniego i niekiedy zupełnie niepotrzebny. Czasem zdarzało się powrócić Adamowi do jego wspomnień sprzed lat, w konkluzji których, po krótkim zastanowieniu, obwiniał Mię za zniknięcie z jego życia, choć mimo to, nie wyjawił jej tego z własnego serca. Akcja książki zaczęła mi się dopiero podobać w momencie, kiedy się pogodzili i wyjawili wszystkie swoje żale do siebie.
***
Reasumując... Co sądzę o Zostań, jeśli kochasz można łatwo wywnioskować, lecz mimo to podsumuję moje wrażenia krótkim zdaniem. Książka mi się podobała, mimo swojej banalności głównego wątku, ponieważ Gayle Forman w ciekawy sposób przedstawiła historię tej dwójki, niekiedy porównując ich do kontrastujących ze sobą instrumentów. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o Wróć, jeśli pamiętasz. Autorka skupiła się na tym, żeby w nudny sposób rozwinąć kontynuację i uśpić tym czytelnika. Akcja na chwilę rozwinęła się w momencie spotkania Mii i Adama, lecz po chwili z powrotem opadła na pewien czas tylko po to, aby utworzyć szczęśliwe zakończenie, z którego czytelnik nie ma sił się cieszyć, ponieważ został przeczołgany przez kilkudziesięciostronicowe kaprysy i humory Adama.






